Tragiczna obsługa klienta… Next Polska.

Tragiczna obsługa klienta... Next Polska.

Witajcie serdecznie,

nie często w moim życiu zdarza się, że narzekam na jakąś firmę, używając jej nazwy, ale takie praktyki powinno się tępić. Przykładów beznadziejnej obsługi klienta, można liczyć na pęczki, ale to, co spotkało mnie w ostatnich dniach (kilka dni przed publikacją tego tekstu) przeszło moje najśmielsze pojęcie. 

Cała historia rozpoczęła się kilka dni temu (zdaje sobie sprawę, że wrzucę ten post z małym opóźnieniem), kiedy zepsuł mi się drugi zawias w lapku (już jeden wcześniej czyściłem). Szkolenia w toku, więc trzeba zakupić nowy, i tu wyzwanie numer jeden, ponieważ w Ostrowie mieszkam dopiero od niedawna (choć mieszkanie kupione ponad trzy tygodnie temu, to przez natłok szkoleń spałem tu dopiero kilka nocy, co dopiero wyjście na miasto). No więc wpisujemy w internet hasło „sklep z laptopami” no i jest jakaś lista, mniej więcej wiem, czego chcę, więc teraz trzeba uniknąć sieciówki, w których nie kupuję dla zasady. W tych oto magicznych okolicznościach znalazłem sklep Next Polska. 

Już od samego wejścia czułem się nieco zniechęcony, wejście do jakiegoś starego budynku, w którym 60% lokali to pustostany, no ale nic, trzeba wrócić z nowym laptopem, więc szukamy. Znalazłem, mam! Drzwi zamknięte, więc dzwonię dzwonkiem (na około syf, ale mówię, no cóż, handlują laptopami, nie musi być na błysk) wychodzi chłopak i zaczyna się spektakl jednego aktora. Mówię, potrzebuję laptopa, upatrzyłem w sumie dwa i który Pan rekomenduje? Chłopak wyraźnie niechętny do rozmowy, nie powiedział nic, tylko wyszedł, zamknął drzwi i za minutę wraca z laptopem… Powiedział cenę, ja na to ok, no to godzinę potrwa konfiguracja… Myślę w sumie świetnie, będzie postawiony na cacy, więc u mnie robota z czapki pasuje- to wpadnę za godzinę po niego. 

Ponieważ sklep oddalony jest od mojego mieszkania o jakieś 500m, wziąłem psiaka i idziemy po odbiór, tu nastąpił drugi akt, znanego już aktora. Najpierw dzwonek, odbiera Pani „hallo”- po odbiór laptopa, mówię. Drzwi otwarte, wchodzimy na górę, a tam standard drzwi od biura zamknięte, rozsiadamy się na sofie, bierzemy gazetę i czytamy (mieli obok sofy) w oczekiwaniu na pierwszą osobę zdążyłem przeczytać ranking aparatów w smartfonach, porównanie głośników bezprzewodowych, i recenzję nowego smartfona znanego producenta. Wychodzi jakaś Pani i mówi:
– Czeka Pan na kogoś?
– Niee wie Pani, tak chodzę i czytam gazety.
– Yyy..
– No tak czekam, już chyba pięć minut, aż ktoś przyjdzie. Zamawiałem laptopa.
Znowu drzwi trach, przychodzi nasz aktor. Proszę oto sprzęt XXXX zł będzie rachunek czy faktura? Odpowiadam faktura i płatność kartą. No i nasz główny bohater jak już się pewnie domyślacie, mówi „tylko gotówka”, myślę sobie, koleś nie mogłeś mówić wcześniej???
Zapytałem, czy mogę zrobić przelew tu na miejscu z apki, na ich konto, znowu drzwi trask, wraca za minutę i mówi nie… Cholerka, dobra mam niedaleko, polecę po pieniądze do domu i wracam za 15 minut. 

Oczywiście akt trzeci rozpoczął się znowu od dzwonka, znowu czekania na korytarzu (zastanawia mnie, po co im tam dzwonek, skoro nikt nie podchodzi do drzwi), nasz główny bohater, ani nie odpalił sprzętu, ani nic, wziął NIP, znowu zamknął drzwi, wraca po 2 minutach z fakturą, ja dziękuję i zniesmaczony wychodzę.

I w całej tej historii, zastanawia mnie, co było za tymi drzwiami? Narnia? Coś bardzo ważnego tam musiało być, skoro klienta obsługuje się na korytarzu i w sumie ma się go gdzieś. 

Jedno jest pewne, więcej zakupów tam nie zrobię, mimo stosunkowo dobrych cen, nie wrócę już tam nigdy i, mimo że daleko mi do narzekania, dramatyczny poziom obsługi, i samo podejście naszego głównego bohatera powoduje, że nie mogę polecić tego miejsca, a właścicielowi proponuję zastanowić się nad tym, jak chce, żeby czuł się klient po wizycie w ich firmie? Może skłoni go to do refleksji.


Wszystkiego, co najlepsze.
P.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zobacz więcej wpisów

Trener Sprzedaży - Patryk Jasiński

Patryk Jasiński

Ze sprzedażą związany od początku swojej kariery zawodowej. Szkoli, motywuje, tworzy skuteczne działy sprzedaży telefonicznej

Wulkan pozytywnej energii, charyzmatyczny, aktywny, dla którego nie ma rzeczy, których sprzedać się nie da. Od początku swojej kariery przeszkolił już ponad 120 zespołów sprzedaży.

Jego hasło to „robię z telemarketerów, ultra-skutecznych sprzedawców”.